Są ludzie, których kochamy bardziej niż innych. Są miejsca, do których wracamy częściej niż do innych. Stare miejsca ożywiają w nas uczucia, których kiedyś doznaliśmy, przypominają nam o wydarzeniach, które niejednokrotnie zawyżyły na naszym losie. Jednym z takich miejsc jest Głębokie.
Przedstawiamy tutaj wspomnienia wiernego "letnika". Panu Zbyszkowi - bo takie jest imię autora wspomnień, gorąco dziękujemy. .
...tak czy inaczej ja osobiście zawitałem do Głębokiego w charakterze letnika o rok wcześniej (1953 rok), a trafiłem tutaj w sposób absolutnie przypadkowy, co jest zupełnie zrozumiałe, bo "do wód" jeździło się do Piwnicznej, a nie do wioski, która nie miała prądu, komunikacji i sklepu. Wioski, w której stało kilka zagród "na krzyż" - jednym słowem, gdzie diabeł mówił dobranoc i to dosłownie wraz z zapadnieciem zmroku. Jedynym atutem było to, że jak powiedzieli Mamie ludzie w Piwnicznej: "Jest tam kwaśna woda, po którą jeździli jeszcze przed wojną". Przegonieni z kwatery w Piwnicznej przez pluskwy- tak, tak- maszerowały w nocy rządkiem przez pokój jak mrówki, znaleźliśmy pokój u "Rosjanki" w Głębokiem. Ach cóż to była za kwatera! Gospodarze wynieśli się na strych, zostawiając nas w jedynej izbie jaka była w chałupie. Już pierwszego dnia był problem ze zjedzeniem ciepłego posiłku, bo okazało się, że ma tyle - 3 sztuk (łyżek). Gospodarz- drwal pojechał na "wyrąb" łyżek i widelców. Gospodyni zaserwowała cyr, co było dla nas miastowych zupełną egzotyką, który jednak z czasem polubiłem bardziej niż owsiankę. Jednym słowem - na zdrowy rozum- dużo, oj dużo można by do dwóch ostatnich zdań dodać. Nie powinniśmy się tam nijak znaleźć, a zwłaszcza w charakterze letników. Tymczasem to chyba zrządzenie opatrzności, że ten pierwszy przyjazd związał mnie i moją poźniejszą rodzinę na stałe z Głębokiem. Tak, to już minęło 50 i parę lat, jak to z niewielkimi przerwami przyjeżdżamy tutaj każdego roku. Starej chałupy Dziadka i Gosposi "Rosjanki" już nie ma. Zabrała je powódź w 1958 roku. Oni spoczywają razem, obok kaplicy w Piwnicznej. Drugie pokolenie Gospodarzy już odchowało dzieci. My dorobiliśmy się własnej kwatery nad Popradem i teraz pozostaje powspominać czasem jak Dziadek w potoku łowił pstrągi na rękę. Jakie prawdziwki przynosił z Zadnich Gór. Jakie opowieści snuła o wielkim głodzie na Ukrainie Gosposia "Rosjanka". Jaki czasem na zapleczu utoczyła "napitek", za którym wieczorami stukali miejscowi. Ile niezwykłych mądrości życiowych, o które by ją nikt nie podejrzewał, przekazała nam miastowym.
Znajomi nasi również spędzili tutaj wiele sezenów, zachęceni przez moją Mamę i oczarowani życzliwością tutejszych ludzi.
Sytuacja wyjściowa, jaką pamiętam, była taka:
mostu brak
droga Stary Sącz - Piwniczna - brukowana
linia kolejowa - parowozy
wału z drogą nad Popradem od strony Głębokiego - brak
droga do źródełka (do "kwaśnej wody")- do granicy lasu bita, potem ścieżka
zabudowania - głównie wzdłuż drogi na górze (tj. drogi przebiegającej wzdłuż miejscowości Głębokie)
nad Popradem dwa obejścia - Miechurskich i Maślanków
Proszę się nie dziwić charakterowi ujęć. Z okazji letniego wypoczynku, zwłaszcza w tamtych czasach, nie fotografowało się krajobrazów. Z nielicznych ujęć, które przetrwały do dzisiaj, wybrałem te, których tło da się w miarę możliwości "zlokalizować" dzisiaj.
Zdjęcia (które przedstawiamy za zgodą Pana Zbigniewa poniżej), pochodzą z drugiego roku mojego pobytu w Głębokiem (rok 1955).
Widok na Suchą Strugę. Nikt oczywiście wtedy nie kojarzył tego z miejscowością koło Rytra. Droga w górę niezmieniona do dzisiaj.
Miejsce, na którym corocznie ćwiczą obecnie strażacy, wtedy pięknie zakrzaczone.
Fotograf stoi nad Popradem przed obecnym domem p. Ź. "Facet" na zdjęciu ma się dzisiaj doskonale. Nie będzie miał nic przeciw publikacji, bo i tak nikt go nie rozpozna. To nie jestem ja.
Powyższe miejsce dzisiaj
Bardzo podobne ujęcie dokładnie pokazuje, jak wyglądał brzeg Popradu gdzieś na wysokości dzisiejszej remizy. Chciałoby się tylko zapytać, czy ten bałagan na wysokości głowy siedzącego, to tak od wieków na wieki?
Powyższe miejsce dzisiaj
Widok na dzisiejszy "Słoneczny Stok" i dolinę źródełka. Fotograf stoi przy obecnej remizie. Być może to złudzenie, ale na wysokości wolno stojącego słupka, widać w tle zabudowanie.?? Może ktoś zweryfikuje!? Mnie brakuje pamięci.
Powyższe miejsce dzisiaj
Chyba źródełkowe rarytasy. Szkoda, że jakość marna. Może wsród internautów znajdą się tacy, którzy wygrzebią w domowych archiwach lepsze zdjęcia? Jeśli ktoś nawet jednorazowo przyjechał po wodę, mógł trochę popstrykać.
Proszę zwrócić uwagę na schody, które w kontekscie dwóch zdjęć wyznaczają miejsce samego źródełka oraz sytuują w stosunku do okrągłych studni, które są do dziś.
Powyższe miejsce dzisiaj
Widok na miejsce dzisiejszego mostu. Jest on jednoznaczny w kontekscie widocznego w głębi przepustu potoku, który funkcjonuje do dzisiaj i górą którego biegną tory kolejowe.
Powyższe miejsce dzisiaj
Fotograf stoi chyba na miejscu dzisiejszego kościoła. Z osób na zdjęciu potrafię rozpoznać tylko 3. Pozostali mogą być miejscowi.
Jeszcze jeden widok na "Słoneczny Stok", ale tutaj ważniejsi są ludzie. Centralnie Państwo M. z dwójką dzieci (chyba swoich?) Pozostali - niewątpliwie miejscowi, ale kto to jest?
Tutaj pierwszoplanowy jest budynek. Jest to historia godna osobnego opracowania. Kiedy powstał, jakie pełnił funkcje aż do wyburzenia. Może ktoś odtworzy.
Jesteśmy na drodze do źródełka. Fotograf stoi na terenie "Słonecznego Stoku". Na miejscu widocznego i wyburzonego już domu stoi obecnie piękna "zagroda".
I znowu historyczne ujęcie. Zwracam uwagę, że jeszcze nie ma domów nad Popradem w stronę Radwanowa. Czy jest starsze ujęcie budynku szkoły? Pewnie tak - jak otwierali, to zapewne uwiecznili.
Powyższe miejsce dzisiaj
Idziemy wyżej w stronę źródełka. Taka to była droga ale nie trzeba było stawiać znaków "zakazu wjazdu"
Powyższe miejsce dzisiaj
"Za zakrętem" Popradu, naprzeciw Młodowa zawsze był duży kamień. Poległ na nim niejeden pstrąg. Kto jednak pamięta takiego olbrzyma jak na zdjęciu? W głębi widać wyraźnie miejsce gdzie wpada strumień. Drzewa wzdłuż jego biegu w górę, a w prawo od drzew ...wówczas nic...
Jest dokładnie 6 sierpień 1971 roku. Na koźle widoczny Stanisław Miechurski (mąż "Rosjanki"). Bryczka wraca z kościoła w Piwnicznej.
Powyższe miejsce dzisiaj
Lipiec lub sierpień 1988 roku. Godzina 4.30 rano!! Mają "rzucić" cukier lub kawę. Wspomnienie o handlu, ale też o ludziach. Nie wszyscy ze skadrowanych są jeszcze wśród nas.
Kiedy ludzie odchodzą, miejsca pozostają puste.